Rozmowa z Mietkiem, byłym nieformalnym przywódcą warszawskiego GAP-u

Strefa.info: Niedawno ogłosiłeś, że abdykowałeś. Co się stało?

Mietek: Straciłem wiarę w taksówkarzy. W mojej ocenie jest to grupa złożona z krzykaczy i…krytykantów. Do krytykowania są całe rzesze, do doradzania całe dywizje, a do rzeczywistych działań niestety tylko i wyłącznie ledwo co można uzbierać kompanię. Poza tym za słowami większości nie idą czyny…więc po co coś robić skoro nie można na nich liczyć. Ja swoje zrobiłem.

Strefa.info: Na jesieni miał być wielki, ogólnopolski protest. 1 października “wrócił” Student. Powstało kilkadziesiąt grup na messengerze (i nie tylko), które miały posłużyć do zorganizowania protestu. Co się z tym stało?

Mietek: Tak szybko, jak się to pojawiło, tak szybko też się skończyło. Student chciał podzielić Polskę na regiony, wyłonić lokalnych liderów do ogólnopolskiego „pospolitego ruszenia”. Okazało się, że struktury ogólnopolskie są nam wszystkim znane. Udało się ruszyć jedynie Trójmiasto, gdzie współpracuje dwóch kolegów. Reszta Polski bez zmian. Znam wszystkich z wcześniejszych działań. Ogólnopolska grupa protestowa działała tak, jak działała. Decyzje podejmowano wspólnie, ale niestety proces decyzyjny był strasznie rozwleczony w czasie. Sprawa postulatów, które przygotowałem wraz z wiceprzewodniczącym Solidarności, nie została poruszona przez dwa tygodnie. Jak na mój gust pokazuje to jedynie słabość organizacji gdzie nie ma formalnego lidera i każdy jest na tym równorzędnym stanowisku. Ponadto wielu z szefów organizacji miało jedynie „samych siebie”, inni mieli „wywalone jajca”.

Strefa.info: A Student nie miał być liderem? W końcu to on zakładał te grupy, on dzwonił po ludziach z całej Polski, on ogłosił Iglikowskiego zdrajcą.

Mietek: Teoretycznie tak. Szybko jednak okazało się, że ci, którzy są w Polsce, nie będą wykonywać poleceń człowieka (zasłużonego bo zasłużonego) będącego wiele lat poza Polską i nie wiedzącego co i jak się pozmieniało. Działania proponowane przez Studenta generalnie nie odpowiadały większości, która wolała jednak na spokojnie i bez fajerwerków, zwłaszcza, że tak jak wspomniałem, nikt nie chciał wykonywać jego poleceń. Grupie ogólnopolskiej nie odpowiadało też w jaki sposób postąpił z Jarkiem Iglikowskim, odbierając mu funkcję administratora na grupie PTP oraz używana przy tej okazji nomenklatura. Generalnie rola Studenta sprowadziła się do zebrania ludzi do kupy. Padały jeszcze inne propozycje w kwestii liderów, ale albo były niedorzeczne albo nie było zgody nominowanego do objęcia tej „zaszczytnej” funkcji.

Strefa.info: Wcześniej powiedziałeś, że “Okazało się, że struktury ogólnopolskie są nam wszystkim znane”, a teraz, że Student zebrał ludzi do kupy. Czy te struktury nie współpracowały przed październikiem?

Mietek: Oczywiście, że współpracowały…ale nie wszyscy. Student usuwając JI (Jarosława Iglikowski, red.) doprowadził do tego, że miasta które miały jakieś „ale” do niego zostały w pewien sposób zmuszone do współdziałania. Jak dla mnie było to działanie strategiczne, tak samo jak chociażby nakręcanie niektórych do przejmowania Szantrapy (Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP, red.). Już po założeniu grupy protestowej w „cudowny” sposób pozbyto się przewodniczącego Solidarności, zarzucając mu „wynoszenie informacji”, w czym nie brał udziału…ale oskarżenie i wiele brzydkich i niepotrzebnych słów poleciało pod jego adresem. Wtedy droga do pełnego porozumienia stała otworem, ale jak już wspomniałem jedni mieli „wywalone jajca”, drudzy, mimo posiadania nieformalnych organizacji mieli „tylko siebie”. Preludium do protestu ogólnopolskiego miało miejsce, kiedy przewodniczący grupy Protest2020 skontaktował się z Agrounią i mieliśmy wyjechać tego samego dnia. Po tym wydarzeniu wszystko ucichło i 20 października grupa się rozpadła.

Strefa.info: Powstało Ogólnopolskie Porozumienie TAXI. To coś innego?

Mietek: Teoretycznie tak. Na bazie kontaktów sprzed października i fakcie, że znowu dało się ze sobą rozmawiać, powstało OPT. Miała to być nowa, czysta siła jednocząca Polskę. Do pewnego momentu tak było, później pojawił się błąd techniczny w postaci samych taksówkarzy, przepychanki o formę protestów. Nagle okazało się, że maksimum co mogą zrobić inne miasta jest składanie pism. Nie podobało się grupie ogólnopolskiej, jak przypominałem im, że jeszcze niedawno za to samo wyśmiewali ZZWT (Związek Zawodowy Taksówkarzy „Warszawski Taksówkarz”, red.).

Strefa.info: Wróćmy do Twojej pierwszej odpowiedzi. Powiedziałeś, że taksówkarze są mocni w necie. Najwięcej do powiedzenia mają Sebastian Ligowski i Dariusz Góralczyk. Krytykują niemalże wszystko i wszystkich. Czy pomagali w organizacji tegorocznych protestów? Czy brali w nich udział? Ty byłeś prawie na wszystkich, które odbyły się w Warszawie.

Mietek: Mówiłem o ogóle taksówkarzy. Co do Darka Góralczyka nie brał udział w organizacji żadnego z protestów. Do pierwszej grupy (Protest2020) był co prawda dodany, ale jego aktywność polegała jedynie na wypowiadaniu własnego zdania. Sebastian przy pierwszym proteście pomógł chociażby dostarczając farbę do malowania transparentów. Przed pierwszym protestem (ten z rolnikami) zorganizowaliśmy spotkanie grupy warszawskiej, na którym pojawił się jedynie Sebastian. Jego brak szerszej aktywności tłumaczę sprawami osobistymi i nikt, moim zdaniem, nie powinien mieć do niego pretensji.

Strefa.info: GAP z Solidarnością wsparli Strajk Kobiet. Wielu taksówkarzy ma inne poglądy polityczne i do dzisiaj to wypomina. Była mowa o Radzie Konsultacyjnej, jako o powodzie tego wsparcia, ale o jakichkolwiek działaniach Rady nic nie słychać. Z Radą nikt z poważnych polityków nie rozmawia. A środowisko podzieliło się jeszcze bardziej. Czy to nie było błędem?

Mietek: Oczywiście, że nie było błędem. Jak wszyscy wiemy, rząd PiS-u tworzy prawo i stosuje je tylko w przypadku, kiedy jest im na rękę lub mają z tego korzyść. Tak jest chociażby z przedłużaniem okresów przejściowych dla pośredników. Jednym z problemów poruszanych przez OSK była walka z globalizacją usług. Zresztą na jednej z konferencji OSK mówiłem o tym, że państwo polskie nie przestrzega stanowionego przez siebie prawa. Sprawa OSK jest wielopłaszczyznowa, jest swojego rodzaju konsolidacją tych grup, które są w Polsce niesłuchane. Podzielenie środowiska jest też efektem tego, że preferencje polityczne stoją wyżej, niż tożsamość zawodowa. I to jest straszne.

Strefa.info: Co dalej z GAP-em?

Mietek: GAP istnieje i istnieć będzie. Beze mnie. Ja swoją walkę uważam za zakończoną. Nie ma sensu robić cokolwiek dla środowiska taxi, które tylko krzyczy, jak to powinno się „pójść na grubo”, ale te pójście na grubo ogranicza się co najwyżej do trąbienia. Kiedy zrobisz coś mocniejszego, to część poklepie Cię po plecach, reszta wbije ch**e w te same plecy. Dla kogo coś robić? Środowisko jest stracone, przez samych taksówkarzy. Sami są sobie winni. Ostatnio krzykacze mieli szansę pokazać, ile warte są ich słowa i wiem, że są warte mniej, niż krosty na tyłku. Krzyczeć każdy umie, robić nie ma komu. Wśród taksówkarzy nie ma idealistów, nie ma ludzi odpowiedzialnych za własne słowa i czyny. Nie ma w nich konsekwencji i zapału. Środowisko jest bezpłciowe. 
Od 16 grudnia GAP działa beze mnie. Poradzą sobie.

Strefa.info: Dziękuję za rozmowę.

Mietek: Również dziękuję.